Na początku września udało mi się pojechać do Łańcuta by zwiedzić tamtejszy zamek. Dla mnie jest to istna perełka architektoniczna, ze wspaniałymi wnętrzami oraz cudownym parkiem, dlatego też była to już moja druga (i mam nadzieję, że nie ostatnia) wizyta. Do Łańcuta jest zresztą łatwo się dostać pociągiem (to dobra wiadomość dla tych niezmotoryzowanych jak ja) i jeśli jeszcze nie mieliście okazji tam pojechać, to gorąco Was do tego zachęcam! Przechadzając się po pokojach wydawać by się mogło, że poprzedni właściciele opuścili zamek tylko na chwilę, prawdopodobnie udali się na polowanie i zaraz wrócą by zasiąść do wykwintnej kolacji. Atmosfera niczym żywcem wyjęta z filmu „Okruchy dnia” z Anthonym Hopkinsem.

DSC_2919Converted

Dla mnie, osoby, której daleko do wnikliwej wiedzy historyczno-architektonicznej, kompleks wyglądał bardziej jak pałac, niż zamek. Zamek, taki z prawdziwego zdarzenia, w mojej wyobraźni wyglądałby raczej jak Malbork, albo przynajmniej Neuschwanstein (zależnie czy chciałabym tam umieścić średniowiecznych rycerzy czy wróżki Disney’a). Dlaczego więc zabytek w Łańcucie wygląda bardziej jak pałac, a nie zamek? Otóż są ku temu powody! Nawet dwa (a może i więcej)!

Po pierwsze, zamek został wzniesiony na polecenie Stanisława Lubomirskiego w XVII wieku jako rezydencja typu „palazzo in fortezza” – czyli budynek wyglądający jak pałac, ale posiadający fortyfikacje bastionowe. Po drugie, w XVIII wieku Izabela  z Czartoryskich Lubomirska przekształciła fortecę w zespół pałacowo – parkowy. I zagadka została rozwiązana.

Zamek w Łańcucie - wnętrza

Widać gołym okiem, że projektanci wnętrz nie bali się używać kolorów

W 1830 roku Alfred I Potocki utworzył tutaj ordynację. Co to znaczy? Ordynacja, inaczej fideikomis familijny, to instytucja, która miała przeciwdziałać rozdrabnianiu mienia rodowego. Majątki te były niesprzedajne, niepodzielne i stanowiły sukcesję jednostkową w linii męskiej, przeważnie według zasady pierworództwa (czyli inaczej – najstarszy syn dostawał cały majątek i nie miał prawa go sprzedawać bądź dzielić wedle własnych życzeń). To tak w uproszczeniu. Alfred miał zapewne na celu utrzymanie całości majątku przy rodzinie, jednak dzieje zweryfikowały te plany.

Zamek w Łańcucie - wnętrza

Na przełomie wieków XIX i XX doszło do kolejnej, gruntownej przebudowy zamku. Poprowadzono instalację wodociągową, kanalizację oraz zelektryfikowano budynek. W tym okresie właśnie powstała większość wnętrz, które zachowały się do dzisiaj. Zamek w Łańcucie był istną skarbnicą dzieł sztuki. Większość z nich niestety się u nas nie zachowała, o czym napiszę trochę szerzej poniżej, jednak pokoje wciąż wywierają ogromne wrażenie.

Zamek w Łańcucie - wnętrza

Niesamowite z jaką atencją zaprojektowano najmniejsze nawet detale wnętrz – sufity, meble, gzymsy kominkowe, żyrandole

Ostatnim ordynatem zamku w Łańcucie był Alfred Antoni Potocki. Za jego życia rezydencja ta była jedną z najbardziej luksusowych w Europie. Było to miejsce spotkań przedstawicieli rodów królewskich, arystokracji oraz polityków takich jak Mościcki, czy Ribbentrop.

Joachim von Ribbentrop w Łańcucie

Minister Joachim von Ribbentrop w towarzystwie hr. Potockiej na spacerze w Łańcucie – zdjęcie z 1935 roku, niestety zniszczone przez dziwne obrysowanie konturów postaci. Zdjęcie pochodzi ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego

Podczas II wojny światowej Potoccy byli zmuszeni do zakwaterowywania w Zamku szeregu wyższych oficerów niemieckich oraz ich sztabów. Niemcom ponoć imponował rodowód matki ordynata, Elżbiety, urodzonej w Berlinie w pałacu Radziwiłłów, spokrewnionej z byłą pruską rodziną panującą. Sam Alfred Potocki był chrześniakiem przedostatniego cesarza Wilhelma I von Hohenzollern.

Tuż przed wkroczeniem Armii Ludowej w 1944 roku hrabia Potocki z pomocą Niemców wywiózł rodzinną kolekcję sztuki za granicę. Wiele spośród wywiezionych zbiorów zostało później odsprzedanych do różnych prywatnych kolekcji europejskich i amerykańskich. Alfred zmarł w 1958 roku w Genewie. O działalności Potockiego podczas okupacji niemieckiej można więcej znaleźć w artykule znajdującym się na stronie muzeum łańcuckiego: Alfred hr. Potocki w latach 1939-1944. Pomimo, że postać ta owiana jest raczej złą sławą, nie jest ona tak oczywista jakby się mogło wydawać.

DSC_2893Converted

Po wojnie posiadłość łańcucka została przejęta przez władzę ludową. Zamek został wtedy przekształcony na Muzeum Wnętrz i Powozów i udostępniony do zwiedzania turystom.

Alfred Antoni Mościcki w Łańcucie

Ostatni ordynat łańcucki Alfred Antoni Potocki – zdjęcie z 1924 roku (źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe). Ciekawa, niejednoznaczna postać o której możecie poczytać więcej na stronie muzeum w dziale historii

Wizyta na zamku w Łańcucie to sama przyjemność. Można go zwiedzać albo w grupie z przewodnikiem albo indywidualnie z audio-przewodnikiem. Ja wybrałam tę drugą opcję dzięki czemu mogłam pozostawać w pokojach tak długo jak chciałam i spokojnie robić zdjęcia. Dodatkowo można też wykupić bilety na zwiedzanie storczykarni oraz stajni i wozowni. W poniedziałki natomiast wstęp jest wolny. Więcej szczegółów znajdziecie na stronie muzeum.

Po obejrzeniu wszystkich pięter, udałam się na spacer po rozległym parku okalającym zamek. Całe to miejsce tchnie pewnym sentymentem, romantyczną wizją dawnej, minionej epoki arystokratycznych rodów, balów kostiumowych, polowań. Mimo, że wizja ta niekoniecznie jest spójna z rzeczywistością tamtych czasów, ma ona w pewnym sensie budujący wpływ na człowieka.

DSC_2746Converted