Ostatnio zauważyłam pewną modę na uprawianie kaligrafii. W sklepach dla plastyków oraz typu empik można znaleźć mnóstwo zeszytów uczących kaligrafii, przyborów do pisania, youtube jest też pełen instruktażowych filmików. Duża w tym zasługa mediów społecznościowych, zwłaszcza instagrama, który aż ugina się od ilości cytatów pisanych ładną czcionką (oczywiście 99% z nich to po prostu komputerowe czcionki) bądź akwarelowych obrazów okraszonych jakimś inspirującym słowem („FREEDOM”, „LOVE” etc.).

Moim zdaniem taki obrót sprawy ma same zalety. W szkole nie uczono nas kaligrafii. Nauka pisania kończyła się na pierwszej klasie, gdzie po opanowaniu umiejętności czytelnego kreślenia liter, można było zacząć pisać długopisem zamiast ołówkiem (to był prawdziwy awans).

DSC_3556Converted

Obecnie piszemy przeważnie klikając w klawiaturę komputera bądź telefonu. Kiedy pisanie odręczne przestaje być koniecznością, może przerodzić się w hobby. Stąd popularne stają się tzw. bullet journals. Tak może objawia się nasza tęsknota do odręcznego pisma.

Zresztą w druku dawniej też używano innych czcionek niż obecnie. Muszę przyznać, że nie zawsze są one dla mnie czytelne.

DSC_3575Converted

Do zastanowienia się nad kaligrafią zainspirowały mnie pisane odręcznie fragmenty utworów Jana Kochanowskiego w muzeum w Czarnolesie. Stworzyła je kaligraf Ewa Landowska. Obecnie prowadzi ona w Krakowie warsztaty z których każdy skupia się na innym kroju pisma: minuskuła karolińska, italika, pismo rondowe i wiele innych. Pojęcia nie miałam o istnieniu tych wszystkich stylów. Żałuję, że nie mieszkam już w Krakowie. Z chęcią zapisałabym się do niej na zajęcia.

Jeśli Wy macie więcej szczęścia i interesujecie się tematem, polecam zajrzeć na stronę Ewy

DSC_3541Converted