Jesienna chandra – atakuje znienacka, podgryza siłę woli, depcze pogodę ducha. Takie zewsząd krążą pogłoski, że zaraz nadejdzie. Gdy tylko zaczną się jesienne deszcze i wiatr nabierze odwagi by mocniej smagać nas po twarzach, można się spodziewać, że niedługo pojawi się jesienna chandra. Ciekawe, że to odczucie przypisywane jest konkretnej porze roku. Nikt chyba nie choruje na wiosenną chandrę. Ja na pewno odczuwam zimową. W każdym razie, początki jesieni są przeważnie piękne i tak też jest w tym roku. Słońce jeszcze jasno świeci na niebie, drzewa przybierają barwy bursztynu. Zastanowiłam się, co szczególnego podoba mi się w tych początkowych miesiącach jesieni, oprócz samych barw natury i wyszło tak:

Jesień

1. Wschód słońca. Ponieważ dni stają się coraz krótsze i słońce wstaje coraz później (szkoda, że my nie możemy), o wiele łatwiej jest trafić na wschód słońca. Nie dla każdego będzie to brzmiało pocieszająco, ale uważam, że wschód słońca to najbardziej magiczna pora dnia. Takiego światła, klimatu nie zobaczymy ani w ciągu dnia, ani nawet o zachodzie słońca (choć te oczywiście też bywają wspaniałe, ale to co innego). Jesienią nie trzeba wstawać o 4 rano, żeby zdążyć przed wschodem. Zimą słońce wstaje jeszcze później, ale atmosfera jest zupełnie inna, gdy nie ma liści (najgorzej, gdy nie ma też śniegu).
2. Herbata. Tę oczywiście piję cały rok, ale jesienią zaczyna ona smakować jeszcze lepiej ponieważ wspomaga walkę z chłodem. Gdy mi zimno, już sama myśl o herbacie sprawia, że czuję się lepiej. I tak na prawdę, to pod ten punkt podpada także kawa i gorąca czekolada. Jesień to otwarcie sezonu na gorące napoje, a kawiarnie prześcigają się w ofertach nowych smaków kaw. Zdecydowanie moje klimaty.

Herbata

3. Jesienna moda. Można poubierać się w ulubione swetry oraz płaszcze, ale nie trzeba jeszcze się szczelnie zakrywać „na Eskimosa” (czapka, szalik, rękawiczki, kurtka puchowa – tak, że tylko oczy widać). Można zarzucić nonszalancko szal na szyję, przekręcić beret na głowie i w ładnych botkach iść do kawiarni. Czuję się wtedy bardzo modna. Latem jakoś nie potrafię. Albo ubiorę się za ciepło, albo za lekko. Sukienki niekoniecznie dobrze leżą, martwię się czy wyglądam elegancko, czy wyzywająco (…. eh problemy pierwszego świata), ale za to jesienią mogę poszaleć.

Oprócz tego jest oczywiście jeszcze szelest liści pod butami, dynie, artykuły szkolne w sklepach… jest za co lubić jesień.